Ostatnie Wpisy

LUT

07

linkologia.pl spis.pl
 

Yesterday is hsYesterday is history, tomorrow is a mystery, and today is a gift of fate ...tery, and today is a gift

book_face   tagi:

LUT

05

linkologia.pl spis.pl
 

Sesja zaliczona.! opłacało się uczyć, ale to nie o tym dziś. Przywiązałam się do niego cholernie, był tylko jeden pocałunek a jedno i drugie o sobie non stop myśli. dzwoni, pisze ale dowiedziałam się że ma kobietę, odsunełam się. kiedy dziś go zobaczyłam miałam miękkie kolana on próbował ze mną porozmawiać, ja nie potrafiłam, chociaz serce mi podpowiadało żeby to zrobić. Czuję się fatalnie, co ja mam zrobić ;(

 

 

 

 

 

 

skocze po wino i zanurzę się w wannie, najlepsze na te dni bądź basen! Bajoo ;*

book_face   tagi:

STY

11

linkologia.pl spis.pl
 

Pokonuję bohatersko pierwsze schody. Schód jeden, schód drugi, schód trzeci. Jest sobota, wskazówka zegarka oscyluje wokół wpół do ósmej. Pomimo pobudki o piątej trzydzieści, która stanie się dla mnie niemal symbolem pierwszego semestru, wzniecam w sobie entuzjazm, wdycham tony kurzu zamknięte w niepomalowanych ścianach. Chciałabym dziennie zaczynać dzień od głaskania tych murów. Pomimo skandalicznego chłodu na ulicach i faktu, że wszystkie pięć autobusów, które mogły, a nie chciały zawieźć mnie na uczelnię.
Wchodzę w zakręt, w kierunku sali . Mijam zakręt, patrzę... w wąskim korytarzyku, przylepieni do drzwi, kotłują się studenci pierwszego roku pedagogiki. Umacniają swoje pozycje i nie dają się wygryźć konkurencji. Koczują pod tymi drzwiami jak głodna horda, która niebawem rzuci się na żer. Tymczasem był to niewielki ułamek pierwszego oku, ponieważ ostatecznie miało się skondensować pod drzwiami 262 sztuk.
A wszystko przez to, że ktoś wpadł na błyskotliwy plan, aby zebrać wszystkich w jednym miejscu, w sobote o ósmej i zrobić zapisy na ćwiczenia z poetyki opisowej. Rzucić listy w listożerny motłoch, zaprosić gromadę pedagogów i przy okazji zrobić badania na temat pierwotnych instynktów tkwiących w nowoczesnym człowieku.
...ilość osób rosła, rosła i rosła. Tymczasem drzwi, za którymi miały odbywać się zapisy, wciąż pozostawały zamknięte na głucho, zapisujący odgrodzili się od bezkształtnej tłuszczy. Studenci zapełnili szczelnie korytarz, tym samym zwierając szczelnie szeregi, aby żaden pomniejszy chłopina nie przedarł się między nogami, zyskując w ten sposób bite trzy metry mniejszej odległości od drzwi, aby żadna wychudzona dzieweczka ruchem opływowym nie znalazła się bliżej. Wszyscy czekają. Wszyscy chcą rzucić się jako pierwsi do drzwi. A napięcie rośnie wprost proporcjonalnie do ilości istnień ludzkich.
Wreszcie uchylają się wrota, za którymi siedzą przy stole wykładowcy z błogosławionymi kartkami. Rzeka ludzka wpłynęła do środka sali, jakby pękła tama, jakby długo wzbierające wody wreszcie znalazły ujście. Impet był ogromny.
Srutu- tutu, gadka- szmatka, pierdółki organizacyjne. Nazywam się... Chciałbym.. Proszę państwa... Po czym nastąpił gwóźdź programu: proszę wyjść grzecznie na korytarz, wchodzić dziesiątkami i zapisywać się kulturalnie na zajęcia z poetyki.
Zamierzenie może i słuszne, ale... Prędzej uniwersytet podniósłby się z fundamentów i poszedł w kierunku Nowego Portu, niż studenci pedagogiki bez walki wyszliby z drogocennej sali. Prowadzący prosił, groził i nalegał. Obwieścił, że jeszcze dziesięć minut i wyjdzie z siebie, a potem do prywatnego gabinetu. Posłuchały ze trzy osoby, beton trwał dalej. Tłuszcza ludzka stężała na granit. Prowadzący prosił, groził, błagał, stwierdził, że wyjdzie z siebie, a potem uda sie do gabinetu. Ruch robaczkowy w kierunku zadrzwiowym trwał w najlepsze, bez najmniejszej chęci przyspieszenia. Wyszło pięć osób..?
W końcu w ruch w środku stada poszły ideały solidarności, poświęcenia, nawoływano do braterskiej pomocy, bo się wszystkim oberwie, jeśli nie posłuchają. W ludziach powstała niechętna myśl, aby troszeczkę posłuchać, tyle, ile trzeba- dlatego trzymali się rękami, nogami i zębami przestrzeni zaraz za progiem. Mieli koronny argument: przecież są poza salą! A skoro inni nie potrafią wyjść, to ponad głowami.
Przepychanki ciągnęły się 25 minut, po czym wykładowcy nie wytrzymali nerwowo i zaczęli zapisywać byle jak, byle było. Każdy pchał się na trzeciego w myśl zasady "kto pierwszy, ten lepszy". Wrodzone poczucie taktu nie pozwoliło mi kaleczyć łokciami bliźnich, dlatego znalazłam się w grupie, która mi za cholerę nie odpowiada.

wejdź bo warto ;)

http://glamity.com/?r=0501326315361

book_face   tagi:

GRU

27

linkologia.pl spis.pl
 

Lubię te dni, kiedy to siedzę w domu, przy puszczonym bicie, z wciągającą książką. nie przejmuję się niczym, a moje myśli są wolne. a potem cudowna kąpiel ze słuchawkami w uszach. takie spokojne dni, nastawiają pozytywnie na kolejne tygodnie.

book_face   tagi:

GRU

27

linkologia.pl spis.pl
 

Czasami potrzebujemy chwili ciszy. Ja potrzebowałam jej wczoraj jak nigdy wczesniej, łzy leciały same. Jednak stwierdziłam że nie chce katować się w samotności. Zadzwoniłam do niej, miała byc jedna fajka, skończyło się na butelce wina. Pogaduszki o byle czym pomagają, nie zaprzątam sobie głowy. Włączyłam film, posmiałyśmy się ;) i spać, jak zwykle te głupie sny. Tęsknie za beztroską i prawdziwymi przyjaciółmi ;). Wstałam, obmyłam twarz, umyłam ząbki zrobiłam herbate i zaczełam przegladać prase, ta polityka (fuck.!), ale co tam DODA sie sprzedała jak to PUDELEK ogłosił. Zobaczymy co dalsza część dnia przyniesie ;)

 

book_face   tagi:

Kalendarz

pn wt sr cz pt so nd
303112345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728291234

Ksiega gości

Księga gości

Kategorie postow

Brak kategorii

in-to-the-abyss | cymutka | tomduz | blog-o-blue | tragikomiczna | Mailing